Myślenie w obcym języku

Każdy kto jest na pewnym poziomie danego „obcego” języka to zna: zaczyna się myśleć w tym drugim języku i właśnie tym drugim a nie tym pierwszym-matczynym. Człowiek łapie sam siebie, że kurde czy to jest w porządku, że ja właśnie myślę w niby obcym języku, który jednak obcy mi już nie jest. Czy myślenie , choćby tylko czasem a nie cały czas, w „obcym”-drugim języku to nie jest aby zdrada własnego kraju, własnej grupy narodowościowej i własnego języka? Wiem, że bardzo ostro to zarysowuję ale może poprzez to czegoś się dowiem. Z drugiej strony czemu się ograniczać? Mogę sobie myśleć w milionach języków i tak zawsze będę Polakiem. Oczywiście łatwo wszystko wytłumaczyć sobie, że i tak ważny jest mój własny idiolekt czyli indywidualny język każdego z nas. Ale to takie proste nie jest. Co innego polski co innego amerykański. Czy poprzez myślenie choćby czasami po angielsku nie staję się aby trochę Angolem? Z tego też powodu byłbym bardzo ostrożny żeby własne dziecko uczyć w pierwszych latach jego/jej życia obcych języków, tak żeby się niby osłuchało. Bo się jeszcze za bardzo osłucha i jak będzie już dorosłe to postanowi zostać np Francuzem – słuchane we wczesnym dzieciństwie francuskie słówka i frazy wejdą mu do głowy tak mocno, iż zapała przesadną miłością do Francji. (Nie żebym swojemu dziecku zabronił zostać np Czechem (bo nie mogę), choć też nie powiedziałbym żebym nie wyraził i nie miał swojego zdania tzn takiego, że chciałbym by moje dzieci były narodowości polskiej). Uważam, wracając do tematu, że człowiek może się spokojnie nauczyć jakiego tylko chce języka jak już będzie w wieku późnodziecinnym, tak w 8 czy 9 roku życia (tzn że zacznie wtedy). Ja tak zacząłem i bez problemów się nauczyłem. Choć ponoć ważne jest by się dużo nauczyć i wchłonąć przed ukończeniem 16 roku życia. Bo do wtedy umysł niby jest bardzo chłonny i bardzo „giętki”. Tak gdzieś czytałem jako dzieciak i potem próbowałem przeróżne języki np rosyjski czy niemiecki. Nie powiem. Opłaciło mi się to. Dziś czuję się pewniej w tych językach choć jeszcze nie jestem na jakimś super poziomie ale przynajmniej nie są to już dla mnie języki tak bardzo obce. Wszystkie te rozważania sprowadzają się do tego, że ciekawi mnie interakcja w mojej głowie języka ojczystego z innymi językami jakich się nauczyłem w życiu oraz nie tyle to jaki język z tego powstał bo wiadomo, że mój idiolekt (nie tylko poprzez to ten idiolekt powstał zresztą) ale na ile ten mój idiolekt zrobił ze mnie… no właśnie kogo? I czy to on mnie zrobił czy ja jego? Bo chyba i tak i tak plus te języki mnie zrobiły i ja je. Ciekawi mnie inaczej mówiąc czy człowiek np Polak, który dużo ma w swojej głowie fraz francuskich, których się nasłuchał mieszkając we Francji za młodu przez 6 lat a ma teraz powiedzmy 16 to na ile to osłuchanie się i nauczenie, czucie tego francuskiego robi z niego Francuza a nie Polaka? Na ile poprzez osłuchanie i przyswojenie francuskiego on stał się Francuzem? Choć przecież dalej jest Polakiem (jeśli się nim czuje), a tak naprawdę to jest taką mieszanką polsko-francuską. No i właśnie to jest chyba zagrożenie dla kogoś kto chce czuć się Polakiem a nie jakąś mieszanką? A może przesadzam? A może jestem tu bezpieczny i jestem Polakiem niezależnie od tego ile tych słówek i zwrotów „obcojęzycznych” przyswoiłem w swoim życiu? Bo tak właśnie myślę, że nieważne ile ich przyswoiłem. Jestem Polakiem. Ale może nie mam w tej kwestii racji. Może już nie jestem Polakiem, mimo że nim się czuję, ale Polako-Francuzo-Niemco-Angolo-Amerykano itdititd (czyli te wszystkie języki i kultury, które na mnie wpływały dotąd). Wielka mądra głowo help! Hm chyba wiem, nie zdradza się języka matczynego tak długo jak długo częściej myślimy w języku matczynym a nie tym drugim. Choć oczywiście zawsze pozostaje kwestia naleciałości z drugiego języka na pierwszy i anglicyzowania swojego polskiego idiolektu. No i też oczywiście ktoś wyskoczy z tezą, że można się czuć Polakiem i gadać po np portugalsku. Zgodziłbym się do pewnego stopnia, tzn takiego że jednak prawdziwy Polak gada po polsku (no to co, że użyłem frazy prawdziwy Polak??), bo nie da się zrozumieć polskiego kodu kulturalnego bez poznania języka jakim gada społeczność, która nosi w sobie i rozumie w mig ten wspólny kod kulturowo-językowo-niedokoreślenia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>